Wakacje – Meksyk, Belize, Gwatemala

Dokładne zwiedzenie tak ogromnego kraju, jakim jest Meksyk, w ciągu 2-3-tygodniowych wakacji, to zadanie bardzo trudne. Ale warto spróbować, bo kto był w Meksyku choć raz, na pewno podzieli moje zdanie, że to kraj niezwykły.

Miasta dawnych cywilizacji

Najciekawsze w Meksyku są pozostałości miast Majów, Azteków i Zapoteków. Widziałam tyle stanowisk archeologicznych, że nie jestem w stanie ich wymienić. Moim ulubionym zdecydowanie zostało Palenque – przepięknie położone na wzgórzu, wśród lasów, rzek i wodospadów. Ze szczytów piramid rozciąga się cudowny widok nie tylko na miasto Majów, ale i na okolicę. Pośród piramid i świątyń miasta Uxmal nie spacerowałam w towarzystwie innych turystów, lecz ogromnych jaszczurów, które upodobały sobie to miejsce. Jaszczurów jest mnóstwo. Są ogromne i tarasują przejścia. Wolałam nadrabiać drogi, niż próbować je przeganiać. Tulum może nie jest najbardziej okazałe, ale za to przepięknie położone – tuż nad błękitną wodą Oceanu Atlantyckiego, obok zatoczki z białą plażą. Nic dziwnego, że znajduje się na większości meksykańskich pocztówek.

Z kolei znane Chichén Itzá trochę mnie rozczarowało ogromną ilością turystów, ale nie można odmówić mu znaczenia – są tam piramida Kukulkána, która stanowiła kalendarz Majów, boisko do peloty – rytualnej gry w piłkę, której stawką mogło być królestwo, a nawet życie zawodników oraz cenoty, ukryte w pobliskiej dżungli i zalane wodą jaskinie, w których można zażywać kąpieli. Położone w pobliżu Mexico City azteckie Teotihuacán to największe miasto starożytnego Meksyku. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie Piramida Słońca i Piramida Księżyca. To miejsce stanowiło plan filmowy wielu produkcji, m.in. jednego z moich ulubionych filmów o meksykańskiej malarce Fridzie Kahlo. Pamiętam także wspaniały smak grillowanego kaktusa, serwowanego w restauracji nieopodal.

Mexico City

Trzecia co wielkości metropolia świata. Szacuje się, że całe megalopolis to nawet 25 mln ludzi. Sądząc po korkach i ogromie miasta – jestem w stanie w to uwierzyć. Nie mogłam nie pójść na Zócalo – największy plac miasta i jeden z największych na świecie, a wieczorem na Plac Garibaldiego, gdzie koncertują liczni mariachi. Polecam nocleg w jednym z kolonialnych hoteli, pośrodku których znajduje się tradycyjne patio – co pozwala jeszcze lepiej poczuć atmosferę stolicy. Mówi się też, że Mexico City jest jednym z najniebezpieczniejszych miast świata i chyba coś w tym jest, bo najbardziej zdziwiło mnie, że ogromne miasto po zmroku zamiera. Ludzie po prostu zamykają się w swoich domach.

Kartele i narkotyki

W Veracruz, nadmorskim kurorcie obleganym przez meksykańskich, a nie zagranicznych turystów, jadałam śniadania w kafejce, gdzie można przejrzeć bieżącą prasę. Codziennie ukazywały się w niej drastyczne zdjęcia zabitych ludzi, głównie członków karteli narkotykowych – ot, taka lokalna „moda”, dla Europejczyków dość szokująca. Jakież było moje zdziwienie, gdy na zdjęciu zobaczyłam też pasażerów hummera, który zeszłej nocy jeździł wzdłuż nadmorskiej promenady. W czasie obiadu w jednej z restauracji gdzieś w stanie Chiapas podeszło do nas dwóch rosłych Meksykanów i zaczęli rozkładać na stoliku różne rodzaje narkotyków. I tak między zupą a daniem głównym musiałam grzecznie odmówić spróbowania zaproponowanego „deseru”. Trzeba było wykazać się sporą dyplomacją, gdyż, delikatnie mówiąc, panowie nie wyglądali najsympatyczniej, a broń zwisająca u ich boku jednoznacznie wskazywała, że nie są pacyfistami.

Belize

Będąc na Jukatanie, który kusi pięknymi plażami, lazurową wodą i wspaniałymi hotelami, postanowiliśmy udać się do Belize – angielskojęzycznej enklawy graniczącej z Meksykiem. Udało mi się przekonać służby graniczne, że nasze wypożyczone auto ma zezwolenie, by opuścić Meksyk. To była nieprawda, lecz strażnik, przejrzawszy kilka pierwszych stron umowy z wypożyczalni (z kilkunastu zapisanych drobnym druczkiem) poddał się i wpuścił nas do Belize. Ta sztuczka udała mi się jeszcze parokrotnie przy przekraczaniu granic na trasie Meksyk-Belize-Gwatemala.

Gwatemala

To Gwatemala była naszym celem i niesamowite miasto Majów – Tikál, które pobiło na głowę wszystkie dotychczasowe. Tam właśnie, siedząc na szczycie świątyni Jaguara, słuchając odgłosów spacerujących wokół dzikich zwierząt i podziwiając ciągnący się po horyzont las deszczowy, poczułam niezwykłą, mistyczną atmosferę dawnej cywilizacji. Przysięgłam sobie, że muszę tam jeszcze wrócić. Noc spędziliśmy w niedalekim, uroczym miasteczku Flores, położonym na wyspie pośrodku jeziora. Co za klimat! Aby dostać się do stolicy, musieliśmy pokonać góry i jedną z najniebezpieczniejszych dróg na świecie. Uwielbiam jeździć samochodem, ale czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam: serpentyny na skraju przepaści (oczywiście bez zabezpieczeń), osuwające się na drogę skały i ścigające się lokalne autobusy. Koszmar każdego kierowcy! Autobusy były przeładowane bagażami i ludźmi, którzy siedzieli także na dachach i zwisali po bokach. Kierowcy nie raczą się zatrzymywać na przystankach, tylko zwalniają – pasażerowie wyskakują, a ich bagaże wyrzucane są na pobocza.

Egzotyka w czystej postaci! Antiqua, dawna stolica położona u podnóża 3 wulkanów, w tym jednego wciąż aktywnego, to piękne kolonialne miasto z mnóstwem brukowanych uliczek, kolorową zabudową, mieszkańcami chodzącymi w tradycyjnych strojach i niesamowitym klimatem. Znana jest ze szkół hiszpańskiego, do których ściągają obcokrajowcy. Czy może być lepsze miejsce do nauki tego pięknego języka? Jak dla mnie – nie!

Viva la Mexico… y Guatemala!